My swój majowy weekend rozpoczęliśmy już w poniedziałek. Udaliśmy się na kilka dni do Krakowa i trafiliśmy na absolutnie cudowną pogodę. Przygotowałam dla Was migawki z tego pięknego miasta, a także kilka smacznych miejsc wartych odwiedzenia. Znajdzie się też jeden lokal, który odradzamy, choć został nam polecony przez znajomego (miejsce pojawiało się też w większości poradników w internecie).

krakow na weekend

Gdy podczas spacerowania po krakowskim rynku najdzie was ochota na coś słodkiego, warto zajrzeć do Krakowskiej Manufaktury Czekolady (ul. Szewska 7) – to obowiązkowy punkt dla miłośników czekoladowych słodkości. Na miejscu można również zobaczyć przez szyby, jak powstają pyszności, które trafiają później do sklepu (a w sklepie można kupić nawet czekoladowego Putina (sic!)).

 

manufaktura czekolady, krakow

 

 

 

Na jeden z obiadów wybraliśmy polecany w kilku miejscach lokal Mamma Mia z włoską kuchnią (ul. Karmelicka 14). Ja skusiłam się na tagliatelle w sosie curry z kurczakiem, gruszką i migdałami, Piotrek z kolei postawił na makaron z tuńczykiem, pomidorami, kaparami i serem Grana Padano. Zgodnie stwierdziliśmy, że mój wybór okazał się lepszy, jednak oba dania nam smakowały. Dużym plusem lokalu jest spora ilość stolików (bez rezerwacji udało nam się spokojnie znaleźć miejsce), a także sprawna obsługa.

 

 

Dwa razy byliśmy na hipsterskim śniadaniu w Charlotte (Pl. Szczepański 2). Najbardziej smakowały nam kanapki, które były podawane na ciepło (spróbowaliśmy kanapek z indykiem, z pesto z rukoli oraz z szynką, beszamelem i serem – pycha!). Samo wnętrze jest ciekawe (ma surowy charakter), jednak jego czystość przy stolikach na antresoli pozostawiała wiele do życzenia, a byliśmy tam rano.

 

Na zdjęciu wyżej tradycyjna zapiekana kanapka z szynką, beszamelem i serem Gruyere. Niżej zaś wnętrze lokalu.

 

 

Jeśli obserwujecie mój profil na Facebooku, wiecie, że ostatnio narzekałam na lody w Trójmieście – nie znalazłam jeszcze lodziarni, do której miałabym ochotę wracać w każdy upalny dzień. Całe szczęście w Krakowie mogłam spróbować w końcu czegoś dobrego. Na początek udaliśmy się do lodziarni Katane (ul. Sławkowska 19, Sienna 17). Ja wybrałam lody malinowe (były poprawne), a Piotrek tiramisu i jogurtowe z miodem (te już naprawdę smaczne). Nasze serce jednak podbiły słynne, kultowe lody ze Starowiślnej. Byłam przygotowana na długie kolejki (w Krakowie było wówczas ponad 20 stopni), ale mieliśmy szczęście i udało nam się dwa razy kupić lody bez czekania (przed nami były może z 4 osoby). Na początku bałam się, że rozczaruję się smakiem tych lodów tak jak to miało miejsce w wypadku gdańskiego Misia czy Eskimo. Całe szczęście było inaczej 😉

Do wyboru mamy podstawowe smaki: lody truskawkowe, malinowe, kakaowe, borówkowe, bakaliowe, kawowe oraz waniliowe. Spróbowaliśmy wszystkich oprócz kawowych (nie przepadamy akurat za tym smakiem). Najbardziej oczarowały nas borówkowe, bakaliowe i truskawkowe. W bakaliowych znajdziemy mnóstwo dużych kawałków m.in. orzechów (dzięki za polecenie tego smaku na Instagramie), truskawkowe przypominają smak prawdziwego, domowego koktajlu z najlepszych, polskich truskawek, a jagodowe były tak pyszne, że Piotrek wybrał je dwa razy 😉 Musicie koniecznie tam zajrzeć, jeśli tylko będziecie w Krakowie.

 

Zdjęcia z telefonu: 1. Malinowe lody (Katane) 2. Tiramisu i jogurtowe z miodem (Katane) 3. Malina i Wanilia (Lody na Starowiślnej – Pracownia Cukiernicza Stanisław Sarga) 4. I znów lody z ul. Starowiślnej.

Przed wyjazdem Piotrek zapytał swojego kolegę, który studiował w Krakowie, o polecenie smacznych miejsc na obiad. Dostaliśmy m.in. namiary na “najlepszą pizzę w Krakowie (a może nawet w Polsce)”. W kilku poradnikach na blogach, które przeczytałam przed wyjazdem, też Pizza Garden (ul. M. Konopnickiej 11/1) była często polecana. Nam jednak pizza nie smakowała – byliśmy zawiedzeni głównie ciastem, które okazało się wręcz gumowe (zdjęcie nr 3 poniżej). Zdecydowanie jedliśmy już nie raz lepszą pizzę w naszym Trójmieście.

 

Zdjęcia z telefonu: 1. Kwiaciarnia 2. Charlotte 3. Pizza Garden 4. Taki widok <3

 

Jeśli traficie na dobrą pogodę, warto zobaczyć zalew Zakrzówek, czyli kawałek Chorwacji w Krakowie 🙂 Teren jest ogrodzony, ale co kilka metrów znaleźć można duże dziury. Nadziwić się nie mogę, że są odważni, którzy z tych skałek skaczą do wody. Ja miałam problem, by tylko spojrzeć w dół!

 

Na swojej liście miałam jeszcze kilka miejsc, do których chciałam zajrzeć, ale oferta Krakowa jest na tyle bogata, że nie starczyło nam już czasu. Następnym razem (jak dobrze, że Pendolino z Gdańska do Krakowa jedzie tylko 5 i pół godziny)!

9 komentarzy

  • moni.ka pisze:

    mmmm lody wyglądają smakowicie!

  • Kinga pisze:

    Co do lodów – jeśli będziesz w Bydgoszczy, to polecam najlepsze lody w Polsce (a na pewno jedne z lepszych). Szczerze powiem, że nigdzie w Polsce, ani zagranicą, nie jadłam tak pysznych lodów. Mam na myśli Cafe Primo – malutką, niepozorną lodziarnię w wąskiej uliczce (w bok od ulicy Gdańskiej). Dowodem jakości niech będzie to, iż jako jedna z trzech! lodziarni w Polsce została przyjęta w poczet członków włoskiego stowarzyszenia Il Cono d’Oro (Złoty Rożek), zrzeszającego wybitne lodziarnie rzemieślnicze, a W Polsce pracuje bodajże trzech mistrzów mających certyfikat Włoskiego Stowarzyszenia Lodziarzy. Jednym z nich jest właśnie właściciel Primo.
    Ja w tych lodach jestem zakochana. Lodziarnia (niestety!) jest czynna tylko od początku kwietnia do końca września, dlatego całą zimę czekam na otwarcie 🙂 staram się chodzić tam chociaż raz w tygodniu, bo grzech nie korzystać, mając takie cudne lody w swoim mieście 🙂

  • Adriana Baran pisze:

    Szkoda, że nie wybraliście się na lody do Donizetti i Si Gela, bardzo polecane miejsca i rzeczywiście mają rewelacyjne lody, które są zdecydowanie lepsze od tych ze Starowiślnej (osobiście dla mnie to zwykłe domowe lody 😉 )

    Co do Zakrzówka, ogrodzenie jest uzasadnione (co jakiś czas chyba zalepiają te dziury) bo już wiele osób tam zginęło… 🙁 wiele nieszczęśliwych wypadków, czasem też odnajdują tam zaginione osoby…

  • Ale Ci zazdroszczę! Mnie od jakiegoś czasu marzy się Kraków 🙂

  • Szkoda, że nie słyszałam wcześniej o tym miejscu, gdy mieszkałam w Toruniu i jeździłam na mecze do Bydgoszczy 😉

  • Mieliśmy w planach też Donizetti, ale nie starczyło nam już miejsca w brzuchach i czasu 🙂 Mi te ze Starowiślnej bardzo smakowały, właśnie dlatego, że były tradycyjne, domowe. W Trójmieście mamy takie “tradycyjne” miejsca, a lody są beznadziejne, choć polecane właściwie w każdym miejscu.

    To fakt, czytałam przed wyjazdem, że to “zalew samobójców”.

  • my teraz też wróciliśmy z Krakowa, nasz weekend rozpoczął się w środę, podróż autem i byłam mile zaskoczona bo w jedną stronę 6,15h z 1 postojem,a w drugą 6,30h z dwoma postojami, trafiła nam się droga bez korków( wracaliśmy w sobotę) z prędkością też nie szaleliśmy bo z dziećmi podróż.A zapiekanki na Kazimierzu były ?:)

  • Super czas! 🙂 Zapiekanek już nie zmieściłam (:

  • Nie zazdrościć – jechać w jakiś weekend! 😉

Odpowiedz